Krzysztof Miller

Krzysztof Miller-przede wszystkim fotoreporter wojenny

Krzysztof tworzył przede wszystkim reportaże z wydarzeń. Podczas swoich reporterskich dyżurów bywał na wydarzeniach politycznych – wizytach prezydentów czy premierów, w sejmie. To jednak nie było jego domeną. Podobnie ze sportem i zdjęciami kulinarnymi. Był jednak przenikliwym obserwatorem życia codziennego w każdym rejonie świata. Jeszcze w pierwszym roku pracy dla Gazety Wyborczej, fotografował przemiany polityczne w Polsce, Czechosłowacji i Rumunii. W tej ostatniej zetknął się po raz pierwszy z krwawymi zajściami i musiał je sfotografować. W kolejnych latach często wyjeżdżał w rejony wojen i konfliktów.

Wojna w obiektywie – Krzysztof Miller

Fotoreporter wojenny

“Rumunia była moją pierwszą wojną. Pierwszym wyjazdem za granicę w strefę konfliktu ludzkiego, gdzie byli ranni i zabici. (…) Zabity aktor to pierwsza śmierć, którą fotografowałem. Od razu z bliska. Z ful kontaktu. (…) Fotografowałem w poczuciu obowiązku. Konieczności dania świadectwa. Zrobienia dokumentu. Profesjonalnie, ale nie w pogoni za sensacją i niusem. Raczej w nieokreślonym obowiązku udokumentowania końca tego życia. Jego historii. Robiąc zdjęcia, wiedziałem, że nie wyślę ich do redakcji. Nie opublikuję. Nie rzucę światu na pożarcie. Robiłem je po ludzku. Po prostu. Jak na pogrzebie. Towarzyszyłem zabitemu w jego ostatniej drodze. Tego nieznanego mi człowieka, który rano jeszcze żył, odprowadzałem aparatem fotograficznym w zaświaty.” – pisał w “13 wojen i jedna. Prawdziwa historia reportera wojennego”.

Od końca 1989 roku (Rumunia) do sierpnia 2008 roku (Gruzja) wyjeżdżał w rejony wojen, konfliktów i katastrof. Jeździł m.in. z Pawłem Smoleńskim, Marią Wiernikowską, najczęściej i najdłużej z Wojciechem Jagielskim. Poza rejonami walk i linią frontu, często fotografował uchodźców, klęskę głodu. W wiele miejsc, jak na przykład do RPA, gdzie w 1994 roku fotografował zamieszki w trakcie wyborów, wrócił w 2004 znów obserwując wybory. Do RPA pojechał jeszcze raz w 2010 roku z Jagielskim (“Trębacz z Tembizy”) na Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Był to jego ostatni długi (blisko dwa tygodnie) wyjazd “w starym stylu”, w rejon konfliktu pojechał po raz ostatni w końcu 2011 roku do Egiptu.

Najwięcej razy był w Afganistanie, czterokrotnie w Iraku i Czeczenii. Obserwował wydarzenia w Górskim Karabachu, Abchazji, a także byłych republikach ZSRR: Mołdawii, Tadżykistanie, Azerbejdżanie, kilkukrotnie w Gruzji. Wielokrotnie jeździł do Afryki – Kongo, Zair, Rwanda, Uganda, RPA. W ciągu 25 lat pracy wyspecjalizował się w opisywaniu ludzkich dramatów. Fotografował w trakcie działań wojennych, ale także to, co dzieje się poza linią frontu – migrację i obozy dla uchodźców. Na jego zdjęciach zawsze najważniejszy był człowiek – bez względu na stanowiska i tytuły.

Fotoreporter

Poza wyjazdami w rejony konfliktu, bywał wysyłany na krótsze wyjazdy, np. obserwować przebieg wyborów, na wyjazdy z politykami, na rocznice i np. przekazanie Hong-Kongu Chinom.

W kraju fotografował dużo, głównie w pierwszych latach pracy w “Gazecie”. W kolejnych latach Wyborcza rozrosła się na redakcje lokalne i zatrudniała fotografów “w terenie”. Poza Warszawę wysyłano go raczej na najważniejsze wydarzenia, w tym pielgrzymki papieży, powódź, rocznice, głośne w kraju tematy, np. żwirowisko w Oświęcimiu. Miller zawsze jeździł na koncerty do Jarocina, potem na kolejne edycje Przystanku Woodstock WOŚP. Na dyżurach w Warszawie bywał wysyłany do przeróżnych bieżących tematów. W 2000 roku był jurorem konkursu World Press Photo.

Bywały lata, szczególnie 1990. do początku lat 2000., w których Miller niemal nieustannie jeździł. Z rejonu objętego wojną czy głodem, wracał na kilka dni do Warszawy, gdzie fotografował lokalne wydarzenia. Mijał tydzień i znów był w innej części świata. Tak intensywne 15 lat życia pozostawiło swój ślad. Około 2005-2006 roku wyjazdów zagranicznych miał zdecydowanie mniej. W 2008 roku rozpoczął studia fotograficzne w łódzkiej Filmówce, zakończone licencjatem w 2011 roku. Praca licencjacka nosiła tytuł: “+/- Nieskończoność. Czyli 4 Jeźdźców Apokalipsy. Czyli 4×4 Ja.” Była pierwszym etapem pewnego rodzaju rozliczań i podsumowań swojej twórczości. Wraz z kolegami i koleżankami z roku założył grupę fotograficzną “Slowfoto”. Jako grupa zrobili kilka serii zdjęć oraz pokazów i akcji.

Zespół stresu pourazowego

Ta tytułowa “Jedna” wojna, to jak mówił ta, którą prowadził z samym sobą. Zmagał się z depresją i stresem pourazowym (PTSD). W 2010 roku Miller trafił na leczenie do Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego w Warszawie. W lutym 2016 roku na zakończenie artykułu Wojciecha Jagielskiego “Bractwo Pif Paf”, Miller opowiedział publicznie o swojej chorobie i leczeniu:

“Zaczęło mi się to wymykać spod kontroli jakieś trzy lata temu. Pojechałem do Konga, Ugandy i południowego Sudanu. Wróciłem z malarią mózgową, w stanie skrajnego wyczerpania. W szpitalu w Łodzi orzekli, że mam niewielkie szanse na przeżycie, zwłaszcza że nie mają odpowiednich lekarstw do leczenia malarii. Jedyną szansą było zorganizowanie błyskawicznego transportu lekarstw ze szpitala zakaźnego w Warszawie. Zdobyć lekarstwa pomogła Helena Łuczywo, szefowa “Gazety Wyborczej”. Dzięki nim wyciągnięto mnie ze śpiączki, w jaką już zapadłem. I wtedy właśnie zaczęły mnie dręczyć sny.” (…) “Leczę się czwarty miesiąc. Mam terapię indywidualną oraz terapie grupowe – wspólne z weteranami wracającymi z wojen w Iraku i Afganistanie. Wyregulowano mi już sen. Zacząłem się otwierać, a nawet obmyślam projekty, którymi chciałbym się zająć po zakończeniu kuracji. Nie czuję się już sam.”

W 2012 roku zdecydowanie mniej pracuje, czas poświęca na pisanie “13 wojen”. Książkę “13 wojen i jedna” Miller kończy słowami: “To chyba ostatnia moja wojna, Wojna ze sobą. Wojna ze wspomnieniami, które – pisząc – musiałem jeszcze raz ożywić. Jeszcze raz spojrzeć na uchwycone obrazy i przeczytać je we wszystkich kierunkach świata.”

Po publikacji, Miller miał serię spotkań promujących książkę w całym kraju. Premierę miała 17 lipca 2013. Kolejne miesiące spędził podróżując i odpowiadając – na te same pytania, wracając do opisanych w publikacji wydarzeń. Ten czas będzie później wspominał, jako niezwykle męczący.

W 2012 roku Wojciech Królikowski nakręcił film dokumentalny o Millerze “W oku Boga”. W 2014 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

źródło: culture.pl

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nowości

Najnowsze

Otrzymuj nowe informacje

Subskrybuj cotygodniowe info

Otrzymuj powiadomienia o  artykułach