Bogumił Kobiela

Bogumił Kobiela – dziś skończyłby 90 lat. Uczył nas, jak się śmiać i bawić

Był autorem błyskotliwych drobiazgów, które nadawały całości niepowtarzalny styl. Stale łamał utarte systemy myślenia, szukał czegoś nowego, nie chciał poddawać się konwencjom – wspomina Jacek Fedorowicz.

Nie przerażała go myśl, że staje sam na sam z publicznością bez autora. Był sam autorem, nie w znaczeniu dosłownym, ale dlatego, że budował i wywoływał sytuacje, wiedział kiedy i jak spointować to, co rodziło się między sceną a publicznością.(…)

Bogumił Kobiela - genialny antybohater w pułapce szuflady - Strona 3 - blog  Marek Różycki jr
Bogumił Kobiela był przede wszystkim znakomitym aktorem charakterystycznym fot. Filmoteka Narodowa

Uczył nas jak się bawić, widzieć w rzeczach ludzkich, błahostkach, ten błysk odwrotnej, śmiesznej strony życia. (…) Przełamywał konwenans, uczył publiczność swobody i naturalnej reakcji. Uczył śmiać się – powiedział przed laty Jerzy Gruza o aktorstwie Bogumiła Kobieli. W maju minęła 85. rocznica urodzin, a w lipcu – 47. rocznica tragicznej śmierci wielkiego aktora.

Urodził się 31 maja 1931 roku w Katowicach. Zmarł tragicznie 10 lipca 1969 roku w Gdańsku. Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Artystyczną (PWSA) w Krakowie. Studiował na jednym roku z Kaliną Jędrusik, Leszkiem Herdegenem i Zbigniewem Cybulskim, z którym zaprzyjaźnił się i współpracował, aż do śmierci Cybulskiego w 1967 r. Karierę artystyczną rozpoczął w 1953 roku pod kierunkiem Lidii Zamkow w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, gdzie w tym samym roku debiutował rolą Maskaryla w „Zwadach miłosnych” Moliera.

Również w Gdańsku był współzałożycielem, wraz z Jackiem Fedorowiczem, Jerzym Afnasjewem i Zbyszkiem Cybulskim słynnego teatrzyku BIM-BOM, który jeszcze przed październikiem 1956 roku atakował głupotę i arogancję władzy. Kobiela wraz z Cybulskim wymyślali, inscenizowali i reżyserowali.

Bogumił Kobiela miałby dziś 90 lat. Debiutował jako reżyser własnej śmierci
 fot. Filmoteka Narodowa

Tak wspomina te lata Jacek Fedorowicz: BIM-BOM trwał sześć lat. Od 1954 do 1960 roku. Kobiela był nim pochłonięty od pierwszej premiery, do ostatniego spektaklu – poświęcając mu swój talent, czas i siły.(…) Wnosił do naszego teatru lekkość i wdzięk, subtelność i poetycki żart, wspaniały zmysł obserwacyjny i ogromne wyczucie sceny. (…) Był zawsze autorem najcelniejszych sformułowań, błyskotliwych drobiazgów, które nadawały całości niepowtarzalny styl. (…) Był bardzo konsekwentny w przekazywaniu swojego spojrzenia na świat. (…) Stale łamał utarte systemy myślenia, stale szukał czegoś nowego, nie chciał poddawać się konwencjom.

Kobiela – dla najbliższych Bobek – wraz z rodziną wojnę spędził w Bochni, a do gimnazjum uczęszczał w Krzeszowicach. Dziadkowie posiadali dom letniskowy w Tenczynku, gdzie często rodzina spędzała wakacje.

Tak jedne z nich wspomina w wywiadzie Marek Kobiela, brat artysty: Bobek lubił grywać w tenisa. W tenczyńskim ogrodzie był kort wybudowany w latach 20. Grywała na nim rodzina i goście. Po wojnie szybko wziął się z kolegami do odtworzenia kortu. Doprowadził go do znakomitego stanu.

Pewnego razu zorganizował zawody, które nazwał Międzynarodowymi Mistrzostwami Tenczynka. Międzynarodowe, bo wziął w nich udział kolega, który po wojnie wrócił z Anglii. Podawaliśmy piłeczki w specjalnych białych strojach, a Bobek, jeśli nie grał, to siadywał na wieżyczce i profesjonalnie sędziował zawody po angielsku. Bobek grywał też na kortach katowickiej Pogoni. W kamienicy na Poniatowskiego mieliśmy pod schodami schowek, w którym brat trzymał rakietę tenisową. Z Katowic wyjechał do Krakowa zaraz po maturze, gdy dostał się do szkoły teatralnej.

2 lipca. Bmw 1600 uderzyło w pusty autobus. Za kierownicą siedział aktor Bogumił  Kobiela [KALENDARIUM]
 fot. Filmoteka Narodowa

W roku 1961 Kobiela przeniósł się z Gdańska do Warszawy. Występował w Teatrze Ateneum, gdzie zagrał w spektaklu „Kram z piosenkami” Leona Schillera w reż. Barbary Fijewskiej (1961) oraz w Teatrze Komedia w dwóch sztukach: „Czy pani kogoś szuka?” Miszy Strachockiego w reż. Jerzego Markuszewskiego (1966) i „Żabusia” Gabrieli Zapolskiej w reż. Józefa Słotwińskiego (1968). Występował również w znanych kabaretach: „Wagabunda” i „Dudek” (1963-1966).

U Andrzeja Munka zagrał w „Eroice” oraz Obywatela Piszczyka w kultowym dziś „Zezowatym szczęściu”. Tę rolę napisano specjalnie dla niego. ,, Pokazał człowieka uwikłanego w nieprawdę i tę nieprawdę demaskował. Jego bohater chce przybrać formę, w której inni by go akceptowali. Chce być taki jak inni, ale pech, czy może nadmiar dobrych chęci sprawia, że ten gorliwiec zostaje rozpoznany i wyśmiany. Stworzył w tym filmie karykaturalną wizję polskiego losu, stworzył postać antybohatera zmagającego się na swój sposób z zawirowaniami polskiej historii” – pisano w recenzjach.

Od 1962 realizował wraz z Jerzym Gruzą i Jackiem Fedorowiczem cykliczny program telewizyjny z udziałem publiczności – „Poznajmy się”, gdzie sam zagrał z powodzeniem rolę Szefa.

Występował w programach telewizyjnych, grał w filmach duże i epizodyczne role. Z każdej jednak potrafił zrobić perełkę. Nie był zbyt urodziwym aktorem, ale o rzadko spotykanym talencie, niezwykłym uroku osobistym i sile osobowości. „Ręce do góry” Skolimowskiego, „Rękopis znaleziony w Saragossie” i „Lalka” Hasa, „Wszystko na sprzedaż” i „Przekładaniec” Wajdy – to tylko niektóre z 25 tytułów, w których wystąpił. Najbardziej wstrząsający epizod zagrał w obrazie „Wszystko na sprzedaż”, w hołdzie i ku pamięci tragicznie zmarłego Cybulskiego. Własnymi, nie zapisanymi w scenariuszu słowami wykrzyczał rozpacz po śmierci przyjaciela: Nie wiem, nie wiem, nic… stał tu, był, rozpłynął się, nie ma go!

Bogumił Kobiela był przede wszystkim znakomitym aktorem charakterystycznym. Kreślił portrety „zwyczajnego” człowieka ze wszystkimi słabościami, obnażając małość, nieporadność i koniunkturalizm, ale jednocześnie bronił postaci, nadając im ludzki wymiar. Wprowadził do naszej sztuki jakość, z którą nie mieliśmy do czynienia nigdy wcześniej, ale też nigdy po jego tragicznej śmierci. Jego ostatnią rolą był Pan Jourdain w telewizyjnym „Mieszczaninie szlachcicem” Moliera w reżyserii Jerzego Gruzy. Genialna kreacja, która przeszła do historii teatru polskiego.

Bogumił Kobiela zmarł na skutek ran odniesionych w wypadku samochodowym w lipcu 1969 roku u szczytu swojej popularności. W Buszkowie (woj. kujawsko-pomorskie), gdzie doszło do tragedii, wypadki samochodowe mieli również inni znani Polacy: Krzysztof Krawczyk, Irena Santor i Waldemar Baszanowski. Żona znakomitego aktora i kabareciarza wyznała, że Kobiela przeczuwał najgorsze. Mimo to nie zrezygnował ze swej pasji – szybkiej jazdy samochodem.

O cholera, Elsynor pomylił mi się z Wimbledonem". Wspaniały Bogumił Kobiela  miałby dziś 90 lat | e-
 fot. Filmoteka Narodowa

Nieszczęścia Bogumiła Kobieli rozpoczęły się na początku lat 60. W tragicznych okolicznościach odchodzili jego bliscy przyjaciele. Rok po „Zezowatym szczęściu” w wypadku samochodowym zginął Andrzej Munk, reżyser filmu, który przyniósł sławę aktorowi. W 1967 r. pod kołami pociągu śmierć poniósł Zbigniew Cybulski, przyjaciel Kobieli. Pół roku później odszedł Krzysztof Komeda-Trzciński, kolejny bliski znajomy aktora. Bogumił Kobiela wtedy się załamał.

– Bobek był przekonany, że nadeszła jego kolej. Żył z tym. I kiedy półtora roku później wydawało się, że to minęło, że znów ożył, że jest nam już tak dobrze, że wreszcie możemy mieć dziecko, to wtedy nastąpił ten wypadek. Pochowano go w ukochanym Tenczynku, na trumnie zamiast kwiatów najbliżsi ułożyli grzyby – powiedziała Małgorzata Kobiela w jednym z wywiadów.

źródło: dziennikpolski24.pl

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nowości

Najnowsze

Otrzymuj nowe informacje

Subskrybuj cotygodniowe info

Otrzymuj powiadomienia o  artykułach